-Kim pani jest?-moje zdenerwowanie wynosiło już 100 %. Powstrzymywałam się od wyjścia...powstrzymywali mnie ochroniarze, którzy nie wiem dlaczego byli w tym pomieszczeniu.
-Nazywam się Kimberly Malik. Wczoraj cie adoptowalam. Dzisiaj się wprowadzasz. Masz pol godziny na spakowanie się. Lec-pospieszyla mnie a ja powoli poszlak myśląc o wszystkim. Nie mam wyboru.…musze...może nie będzie aż tak źle. Będąc w pokoju, ciuchy spakowalam do walizki a sama ubralam się w biała sukienkę, ramoneske z ćwiekami i koturne z ćwiekami. Poprawiłam włosy, makijaż. Do czarnej dużej torby spakowałam telefon, iPoda, tableta, ładowarki, chusteczki, portfel i moje dokumenty. Będąc gotowa, ogarnelam szybko pokój, klucz polozylam na szafce i wyszlam. Pod drzwiami czekał łysy mężczyzna.
-Panienka za mną-rozkazał i wziął moją walizkę. Idąc za mężczyzną, rozglądalam się po ośrodku. Było pusto...jak zwykle. Znaleźliśmy się na dworze. Szliśmy dalej. Zatrzymaliśmy się przed dużym autem. Drzwi zostały mi otworzone więc niepewnie weszłam.
-Zoe, długo cię nie było...
-Miałam sporo rzeczy-zajelam wygodne miejsce na fotelu.
-Ślicznie wyglądasz-powiedziala
-Dziękuje...-ruszylismy a ja wygladalam przez okno.
-Zoe, nie chce być ci wrogiem...-zaczęła
-Niech pani postawi się na moim miejscu...nie traktuje pani jak wroga, tylko dla mnie jest to bardzo dziwna sytuacja...
-Jestem Kim a nie pani. Tez nie miałam rodziców. Wychowywalam się w domu dziecka, i bardzo cie rozumiem-dalam się jej przytulic.
-Postaram się inaczej zachowywać-uśmiechnęłam się.
-Okej. A teraz nie wiem posłuchaj muzyki, poczytaj książkę, czy cokolwiek. W domu będziemy dopiero za trzy godziny...-powiedziała
-A gdzie jedziemy?-zaciekawilam się, wyjmujac z torby iPoda, i słuchawki.
-Los Angeles-otworzylam lekko usta ze zdziwienia.
-Woow-jeknelam
-Zdrzemne się chwilę...-powiedziała Kim, nie wiedząc kiedy zaczęła pochrapywać. Ja włożyłam słuchawki do uszu, włączylam playliste, i zamknęłam oczy, rozkoszując się dźwiękami Nirvany. Jestem szczęśliwa...Kimberly jest wspaniałą osobą... Bardzo pozytywną. Nie wiem ile tak rozmyślałam ale chyba dość długo, ponieważ Kim zaczęła mnie szturchać.
-Co się dzieje?-zapytalam
-Dojeżdżamy-Kim wskazała ogromną, elegancką budowlę. Zakrztusilam się śliną. Zaparkowaliśmy w podziemnym (!!) garażu, było tam wiele aut, drogich. Niepewnie wysiadłam, i rozglądnęłam się w okół.
-Chodź-wyrwała mnie z transu kobieta. Powoli szlam za nią. Podziwiałam eleganckie meble, urządzenia, na jakie nigdy nie będzie mnie stać.
-Pięknie..-wyrwało mi sie
-Wiem, poczekaj aż zobaczysz swój pokoj-polozylam torbe kolo walizki, a Kim pociągnęła mnie po schodach na gore. Bieglysmy z parę minut, aż w końcu zobaczylam duże drzwi, na cala ścianę, przesuwne, jakby ze szkła.
-Wpisz hasło...nie ma na razie, hasła więc wymysł jakieś. Za chwile Federicko, przyniesie twoje rzeczy. Mam nadzieje ze pokój ci się spodoba. Jak juz się rozpakujesz, czy co tam zrobisz, przyjdź do pokoju 237-pocałowała mnie przelotnie w policzek a ja kliknelam guzik "Otwórz". Otworzyłam buzię ze zdziwienia. Było cudnie...nie było zwykłych ścian, tylko szkło, okna, tak zwane Lustro Weneckie, co rozpoznałam po materiale. czyli ja widze co się dzieje, nikt nie widzi mnie. Usłyszałam pukanie. Pewnie to ten pan co mial przyniesc moje torby. Krzyknęłam, aby wszedł, nie popatrzyłam kto wszedł, ale napewno to był ten mężczyzna, bo koło mnie zmaterializowały się torby. Pokój był bialo-czarny. Były trzy sztuki drzwi. Z napisami oczywiście. Jeden to garderoba, drugi to łazienka, a trzeci zatytułowany był "Cisza" co mnie zaciekawiło i weszłam do nich jako do pierwszego pokoju. Moim oczom ukazał się ekran kinowy, na całą ścianę, na podłodze były czarno białe pufy, a za projektor filmowy wersja CD. Cudo... Gdy wrócilam weszłam do łazienki która była w kolorach tak jak wszystko. Ku mojemu zaskoczeniu była wypełniona po brzegi, w niej była toaletka do malowania się, z kosmetykami, parę działów butów, dodatków. Było ślicznie...naprawdę! Szybko się rozpakowałam, torby schowałam na górę jednej z wielu szaf w garderobie. Lekko ogarnęłam się i poszlam do pokoju gdzie poprosiła mnie abym przyszła. Pokój znajdował się piętro niżej. Zapukałam, a kiedy usłyszałam proszę, weszlam.
-I jak ci się podoba?-zapytała Kim, siedząc przy biurku.
-Jest cudownie. Dziękuje...-uśmiechnęłam się
-Proszę. Jak chcesz to pytaj się o co chcesz..-uśmiechnęła się
-Mieszka tu ktoś jeszcze?
-Emmm...tak...mój...syn...-speszyła się
-Ah...emmm okej...-zdziwiłam się
-Jest teraz u dziewczyny, wróci wieczorem. Nazywa się Zayn...-fuck...czemu nie zajarzyłam? Malik...Zayn...Malik...shit!
-Zzayn Mmmalik?-upewniłam się jąkając
-Tak. Z One Direction-o fuck logic! Jprdl...
-Ja nie mogę...-usmiechnelam się.
-Fanka? -kiwnelam lekko głową. A Kim usmiechnela się szeroko.
-Ale nie taka wielka-usmiechnelam się.
-To ci zdradze... Chlopacy tez tu mieszkają-szepnęła. Co? Ja nie mg...
-Mogę ich poznać? Są w domu?-zaczelam trajkotac.
-Spokojnie skarbie. Są w domu. Przedzwonie do nich-wyjela komórkę i zadzwoniła. Rozmawiała chwile.
-Za chwile będą-usmiechnela się a ja zaczęłam powoli oddychać, aby się uspokoić. Jestem fanka od 4 lat. Od xFactor. OMG! Uslyszalam pukanie, i smiechy wiec odwrocilam się w momencie, kiedy weszli. Szeroko się usmiechnelam.
-Kim...nie mowilas ze ona taka śliczna...-jeknal Hazza. Zachichotałam cicho razem z Kim.
-Jestem Louis, to jest Liam, i Niall-przedstawili mi się i ku mojemu zaskoczeniu przytulili.
-A ja Zoella, dla przyjaciół Zoe-powiedziałam gdy mnie puścili.
-Życie?-wyrwało się Niallowi
-Tak...specyficzne imię...-zakończylam temat. Zadzwonił telefon, czyjś. Nie czyjś tylko Liama. Chwilę rozmawiał po czym się rozlaczyl.
-Jutro o 19 mamy koncert w Q2 Arena-oznajmil Li. Nie wiedząc kiedy wszyscy się rozeszli, a ja z braku pomysłów co mam robić, przebrałam się w pizame i poszlam spać.
***
Link do Prologu; http://rany-zamkniete-swiat-otwarty.blogspot.com/2015/09/prolog.html
Rany zamknięte, świat otwarty
poniedziałek, 28 września 2015
Prolog
Nazywam się Zoella, dla przyjaciół Zoe. Moje imię oznacza życie...dlaczego?
Moja opiekunka w ośrodku tłumaczy to tak:
-Kochanie, twoja mama umarła dając ci życie
Tak. Jestem sierotą. Pół sierotą. Ojciec się do mnie nie przyznaje. Płaci alimenty ale się nie przyznaje. Mam 16 lat. Za rok wypuszcza mnie z ośrodka, dostaje trzy tysiące na start, i mieszkanie opłacone na własność. Chyba to nawet nie źle. Miałam przyjaciółkę w ośrodku Bonnie, no ale od paru lat ubiegała się o wcześniejsze wypuszczenie (co jest możliwe tylko z żyjąca matka !) i w wieku 15 lat opuściła St.Revenue...
Wychowywałam się w sierocińcu już 15 rok. Dostajemy telefony, takie dość drogie... W Londynie, gdzie znajduje się zamieszkiwana przeze mnie placowka, jest zmienna pogoda, więc ciuchow każda z podopiecznych ma tez sporo.
-Zoe. Ktoś do ciebie!-oznajmiła Selvie, opiekunka, wchodząc do mojego pokoju. Zdziwilam się.
Kto? Po co?
(Fotografia Zoe)
Moja opiekunka w ośrodku tłumaczy to tak:
-Kochanie, twoja mama umarła dając ci życie
Tak. Jestem sierotą. Pół sierotą. Ojciec się do mnie nie przyznaje. Płaci alimenty ale się nie przyznaje. Mam 16 lat. Za rok wypuszcza mnie z ośrodka, dostaje trzy tysiące na start, i mieszkanie opłacone na własność. Chyba to nawet nie źle. Miałam przyjaciółkę w ośrodku Bonnie, no ale od paru lat ubiegała się o wcześniejsze wypuszczenie (co jest możliwe tylko z żyjąca matka !) i w wieku 15 lat opuściła St.Revenue...
Wychowywałam się w sierocińcu już 15 rok. Dostajemy telefony, takie dość drogie... W Londynie, gdzie znajduje się zamieszkiwana przeze mnie placowka, jest zmienna pogoda, więc ciuchow każda z podopiecznych ma tez sporo.
-Zoe. Ktoś do ciebie!-oznajmiła Selvie, opiekunka, wchodząc do mojego pokoju. Zdziwilam się.
Kto? Po co?
(Fotografia Zoe)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
